Dzięki ropie Rosja Putina wróciła do czasów Jelcyna

Za sprawą załamania sytuacji na rynku naftowym ceny ropy w trakcie prezydentury Władimira Putina powróciły do czasów Borysa Jelcyna. Skala wyzwań z jakimi musi się zmierzyć obecny prezydent jest jednak znacznie większa, a nadciągający kryzys będzie bardziej bolesny niż pod koniec epoki Jelcyna. 

20 kwietnia 2020 roku na zawsze zapisze się w historii rynku naftowego. To co do tej pory nie śniło się analitykom stało się rzeczywistością. Po raz pierwszy w historii cena amerykańskiej ropy WTI spadła poniżej 0 dolarów za baryłkę. Co doprowadziło do takiej sytuacji? Złożyło się na to kilka czynników. Po pierwsze, zamknięcie majowej sesji kontraktów na ropę WTI. Po drugie, zamrożenie światowej gospodarki spowodowanej rozprzestrzeniającą się pandemią koronawirusa co przełożyło się na spadek zużycia surowca. Według wyliczeń ekspertów spadło ono o  ok.30 mln baryłek dziennie i wynosi ok. 100 mln baryłek. Jeżeli do tego dołożymy niewielkie ograniczenie wydobycia surowca w skali świata (nowe porozumienie naftowe jeszcze nie działa) oraz przepełnione magazyny ropy to mamy gotowy przepis na to jak kupić ropę WTI, nic za nią nie zapłacić i dodatkowo otrzymać 37,63 dolarów za baryłkę.  Pod kreską znalazła się także rosyjska ropa Urals, za której baryłkę sprzedawca przez moment dopłacał nieco ponad 2 dolarów.

Kolejny kryzys naftowy

To nie pierwszy raz gdy w ciągu ponad 20 lat sprawowania władzy Władimir Putin mierzy się z gwałtownym spadkiem ceny ropy. Obecne ceny surowca powróciły do poziomów notowanych w czasie przedostatniego roku prezydentury Borysa Jelcyna. Z uwzględnieniem inflacji spadły nawet poniżej tego poziomu. Niskie ceny surowca pod koniec ubiegłego wieku były niezwykle kosztowne dla gospodarki rosyjskiej. Od tego czasu minęło ponad 20 lat, a gospodarka i finanse Rosji są lepiej przygotowane na fluktuacje cen ropy . Jednak tempo powrotu do stanu sprzed trwającego kryzysu na rynku naftowym może trwać znacznie dłużej.

W 1998 roku spadające ceny ropy był jednym z tych czynników, które doprowadziły do kryzysu w gospodarce rosyjskiej, która i tak była w złej kondycji. Negatywne oczekiwania inwestorów, w tym osłabienie rubla spowodowane spadkami cen ropy, wpływały na rentowność obligacji krótkoterminowych przez co refinansowanie długu państwa kosztowało znacznie więcej. Wówczas między lutym a kwietniem Bank Centralny zakładał, że wkrótce nastąpi odbicie sytuacji na rynku naftowym. W 1998 roku wartość rubla spadła czterokrotnie, a inflacja do 84%. Rząd nie miał rezerw, budżet nie był zrównoważony, wydatki trzeba było zmniejszyć o 36%, deficyt wyniósł 4,7% PKB. Przeciętna pensja w ujęciu realnym spadła 42%, dochody gospodarstw domowych o 60%, a PKB o 5,3%. Dzięki podjętym wówczas działaniom m.in. dewaluacji rubla Rosji udało się wyjść z kryzysu gospodarczego. W następnych dwóch latach PKB wzrosło o 6,4% w 1999 roku i o 10% w 2020 roku. W odbiciu od dna pomogły wzrosty cen ropy. W 2000 roku wzrosły do 30 dolarów za baryłkę. Od 2002 roku notowania ropy stale rosły, aż w lutym 2008 roku przekroczyły 100 dolarów, a w lipcu rekordowe 144 dolarów. Dzisiaj możemy zapomnieć o powrocie do takich cen. 

Budżet rosyjski na 2020 rok opiera się na cenie Urals na poziomie 42,45 dolarów za baryłkę. Gdy jest ona wyższa nadwyżki z zysków zasilają Fundusz Bogactwa Narodowego. W przeciwnym wypadku Bank Centralny sprzedaje zgromadzone w nim waluty, aby w ten sposób sfinansować wydatki budżetowe. Na początku kwietnia Bank poinformował, że od 7 kwietnia do 12 maja chce sprzedać waluty zagraniczne o wartości 77,8 mld rubli (ok. 1 mld dolarów). Na cenę ropy Urals wpłynęły spadki cen ropy Brent i WTI .  Ranem 22 kwietnia cena ropy Brent na giełdzie londyńskiej spadła poniżej 16 dolarów za baryłkę. Jej cena nie była tak niska od grudnia 1999 roku, czyli od prawie 21 lat.

Cena ropy ma istotne znaczenie dla budżetu Rosji oraz podatków. Co miesiąc na podstawie notowań ropy rząd rosyjski określa stawki ceł eksportowych na surowiec i produkty naftowe. Na przykład cło na maj jest ustalane na podstawie rozliczeń  w okresie od 15 marca do 14 kwietnia. W tym czasie średnia cena ropy Urals spadła w porównaniu z poprzednim miesiącem o 28,27 dolarów za baryłkę i wyniosła 19 dolarów. W efekcie stawki cła eksportowego w maju spadną o 45,2 do 6,8 dolarów za tonę (-87% w porównaniu z kwietniem), czyli do poziomu najniższego od września 1999 roku wyniosły one 5,25 dolarów za tonę. 3 kwietnia ministerstwo finansów Rosji poinformowało, że tylko w tym miesiącu do budżetu nie wpłynie 55,8 mld rubli (ok. 724 mln dolarów) dochodu ze sprzedaży ropy i gazu. W marcu resort  poinformował o tym, że dysponuje odpowiednimi środkami – ok. 150 mld dolarów – zgromadzonymi w Funduszu Bogactwa Narodowego, które pozwolą na to aby przez 6-10 lat zapewnić finansowania deficytu budżetowego na wypadek gdyby ceny ropy utrzymywały się na poziomie 25-30 dolarów za baryłkę. Obecnie ropa Urals w dostawach czerwcowych jest wyceniana poniżej 10 dolarów za baryłkę, a we wtorek osiągnęła cenę najniższą od grudnia 1998 roku. Biorąc pod uwagę obecną sytuację na rynku naftowym nie można wykluczyć, że w perspektywie krótko i średnioterminowej cena Urals będzie oscylowała wokół 10 dolarów za baryłkę.

Dramat w kilku aktach

To ma istotne znaczenie w kontekście realizowanych przez Władimira Putina kosztownych programów społecznych. Nie zamierza on z nich rezygnować ani zmniejszać środków przeznaczonych na ten cel. Niezagrożony jest również budżet na wojsko. Rosyjski minister energetyki Aleksander Nowak przekonuje, że nie ma powodu do dramatyzowania, a rzecznik prezydenta Dmitrij Pieskow co prawda sytuację na rynku naftowym określił jako ,,nieprzyjemną”  podkreślając, że w razie potrzeby Rosja sięgnie po odpowiednie zasoby. Te jednak się kurczą. 16 kwietnia minister finansów Anton Siluanow ogłosił, że na rekompensatę spadków dochodów ze sprzedaży ropy Rosja przeznaczy 2 bln rubli (ok. 26 mld dolarów). Przy czym, takie wsparcie zakładało cenę ropy na poziomie 20 dolarów za baryłkę a teraz cena surowca utrzymuje się w okolicach 10 dolarów. Dodatkowo 3,1 bln rubli (ok. 40,36 mld dolarów) z Funduszu Bogactwa Narodowego ma zostać przeznaczonych na likwidacje skutków koronawirusa. Biorąc pod uwagę wszystkie wydatki to według Siluanowa przy cenach ropy na poziomie 20 dolarów to do końca 2020 roku w Funduszu zostanie 7 bln rubli (ok. 91,14 mld dolarów). Środków wówczas miałoby wystarczyć na zaledwie 3 lata, ale pozwoliłoby Putinowi na realizację swoich programów i tym samym na utrzymanie władzy.

Według danych ministerstwa finansów z 1 marca w Funduszu zgromadzonych było 123,4 mld dolarów co odpowiada 7,3% PKB. Dla porównania miesiąc wcześniej znajdowało się w nim 124,38 mld dolarów.  Dane o jego zasobności są publikowane co miesiąc; resort nie opublikował jeszcze danych za kwiecień. Stopniały również rezerwy walutowe zgromadzone przez Bank Centralny. Według stanu z 1 kwietnia wyniosły one 443,6 mld dolarów. W porównaniu z danymi z 1 marca stopniały o blisko 7 mld dolarów. Natomiast w ujęciu rok do roku wzrosły o 45,4 mld dolarów.

Cały czas trwa oczekiwanie na aktualizację prognozy gospodarczej rozwoju Rosji i oficjalnych szacunków odnośnie tego ile straci na pandemii koronawirusa. We wcześniejszych prognozach w perspektywie 2036 roku ministerstwo finansów zakładało, że przy cenie ropy na poziomie 15 dolarów za baryłkę dochody do budżetu spadną o 4,4% PKB. W przypadku gdyby taka sytuacja utrzymywała się przez 3 lata spadek sięgnąłby 13,9%. Natomiast deficyt budżetu w 2020 roku miałby wynieść 3,4% PKB. Gdyby jednak cena spadła do 10 dolarów wpływy budżetu byłyby mniejsze o 5% PKB. Gdyby utrzymywały się przez 3 lat to spadek wyniósłby ponad 16%.

Kryzys gospodarczy 2020 roku będzie bardziej dotkliwy

Obecna sytuacja może przypominać tę z przedostatniego roku prezydentury Jelcyna ale dane wyjściowe są zdecydowanie inne. Co prawda, sprzedaż surowców energetycznych jest jednym z głównych źródeł zasilających budżet Rosji ale podejmowane działania na rzecz ograniczenia wydatkowania tych środków i zmniejszenie zależności rubla od wahań na rynkach naftowych pozwoliło na zgromadzenie rezerw. Mimo zgromadzonych rezerw i stabilności finansowania wydatków budżetowych nie ma pewności, że po kryzysie koronawirusa i rynku naftowego, rosyjska gospodarka odbije w takim tempie jak miało to miejsce po 1998 roku. W ciągu 11 lat Rosja przeżyła dwa kryzysy i czeka ją trzeci. W obecnych warunkach tańsza ropa w połączeniu z pandemią koronawirusa może stanowić poważniejsze wyzwanie dla Władimira Putina niż masowe protesty na placu Błotnym w Moskwie na przełomie 2011 i 2012 roku. Wówczas był to efekt rosnącej frustracji społeczeństwa będącego efektem pogłębiającego się kryzysu gospodarczego.

Dzisiaj kryzys może być bardziej dotkliwy, a sytuacja może się powtórzyć. Rosyjski Twitter zaczął żartować, z tego, że ,,Putin chciał wyzerować sobie kadencję, a wyzerowała się cena ropy. Coś poszło nie tak”. Po kryzysie z 1998 roku Jelcyn jeszcze przez ponad rok był prezydentem za nim nie zastąpił go naznaczony przez niego Władimir Putin. Po 22 latach raczej nie grozi powtórzenie historii. Tym bardziej, że Putin nie wyznaczył następcy i sam nadal chce pozostać prezydentem Rosji. Co prawda sytuacja gospodarcza jest lepsza niż sprzed dwóch dekad  ale potencjalna recesja będzie bardziej dotkliwa niż wówczas. Wiele będzie zależało od tego jak długo pandemia będzie zakażała światową gospodarkę i jak długo będzie trwała jej rekonwalescencja.  Blend skutków ekonomicznych koronawriusa i rekordowo niskich cen ropy może być trudne do udźwignięcia przez Rosję.

Facebook Comments
Please follow and like us:

About the author

Ekspert sektora energetycznego. Były analityk Instytutu Jagiellońskiego i dziennikarz portalu branżowego BiznesAlert.pl.
RSS
Follow by Email