Podobnie jak inne kraje Rosja również mierzy się z pandemią koronawirusa. Mimo, że dotychczas wykryto tam ,,zaledwie” 63 przypadki zarażenia to jednak skutki gospodarcze pandemii mogą być bardziej odczuwalne niż w innych państwach na świecie. Sytuacji nie ułatwia również niepewność na rynku naftowym. Pytanie co bardziej dotknie gospodarczo Rosję Putina – koronawirus czy ropa?

Można byłoby założyć, że główne uderzenie przyjdzie jednak ze strony taniejącej ropy, która zamrozi wzrost PKB i zniweluje efekty realizowanych przez Władimira Putina programów socjalnych. Jak wynikało z wyliczeń analityków Citi z lutego 2020 roku, ze względu na rosnąca liczbę zachorowań cena ropy Brent może w tym roku spaść o 11 dolarów, co spowolni tempo rozwoju rosyjskiej gospodarki o 0,28 do 1,72%. Podczas gdy wpływ programów społecznych Putina miał pozwolić na wzrost o 0,24%. Warto jednak zaznaczyć, że szacunki analityków pojawiły się miesiąc przed podjęciem decyzji o zakończeniu  funkcjonowanie porozumienia naftowego w formule OPEC+, które dotychczas regulowało poziom wydobycia ropy na świecie. Jej efekt nie był trudny do przewidzenia – gwałtowny spadek notowań surowca na giełdzie. 9 marca, a więc w pierwszy dzień roboczy po decyzji OPEC+, cena ropy Brent spadła o 31,5% z ok. 45 do 31 dolarów za baryłkę. To drugi pod względem wielkości spadku wynik w historii. Dla porównania 17 stycznia 1991 roku cena ropy spadła o 34,8%. Tylko wówczas był on spowodowany trwającą wojną w Zatoce Perskiej i operacją Pustynna Burza.

Giełda na czerwono

Skutki decyzji OPEC+ odczuła także rosyjska waluta i tamtejsza giełda, które i tak już były pod silną presją związaną z epidemią koronawirusa. Rosyjska waluta straciła ponad 10% na wartości co było największym spadkiem od 2014 roku. Choć 9 marca giełda moskiewska nie prowadziła notowań to władze zapowiedziały podjęcie działań, które miały uspokoić rynek.  Bank Centralny zapowiedział, że do końca kwietnia wstrzymuje zakup walut obcych na rynku wewnętrznym i jednocześnie rozpoczyna ich sprzedaż.  Dodatkowo ministerstwo finansów poinformowało, że dysponuje odpowiednimi środkami – ok. 150 mld dolarów – zgromadzonymi w Funduszu Bogactwa Narodowego, które pozwolą na to aby przez 6-10 lat zapewnić finansowania deficytu budżetowego na wypadek gdyby ceny ropy utrzymywały się na poziomie 25-30 dolarów za baryłkę. Co prawda od tego czasu notowania surowca zaczęły rosnąć ale to nie oddaliło problemów jakie mogą czekać rosyjską gospodarkę. Niższe wpływy ze sprzedaży ropy i gazu mogą oznaczać mniej środków na rozwój nieenergetycznych segmentów rosyjskiej gospodarki. Dla przypomnienia budżet rosyjski opiera się na cenach ropy na poziomie 42 dolarów za baryłkę. Ministerstwo finansów zapewnia jednak rosyjski budżet jest chroniony przed negatywnymi konsekwencjami niższych cen ropy. Według przedstawionych wyliczeń przy obecnych cenach ropy rosyjski budżet straci ok. 2 bilionów rubli, a deficyt wyniesie 0,9% PKB. – O ile w budżecie na ten rok deficyt zaplanowaliśmy na poziomie 0,8% PKB to przy obecnych notowaniach surowców energetycznych może wynieść 0,9% PKB – powiedział Anton Siluanow, szef resortu finansów.

Gospodarka na zakręcie?

Pojawiają się jednak szacunki, z których wynika, że deficyt rosyjskiego budżetu może być jeszcze większy. Według Aleksieja Kudrina, szefa Izby Obrachunkowej Federacji Rosyjskiej, jeżeli ceny ropy utrzymają się na poziomie 35 dolarów za baryłkę to tegoroczna dziura w państwowych finansach może sięgnąć nawet 2% PKB. To oznacza, że na zatkanie dziur i wykupienie udziałów Banku Centralnego w Sbierbanku trzeba będzie wydać blisko 600 mld rubli. Jego zdaniem bardziej prawdopodobny scenariusz zakłada cenę ropy na poziomie ok. 40 dolarów. W takim przypadku sytuacja rosyjskiego budżetu będzie nieco lepsza, ale nadal nie uda się go zbilansować, a inwestycje będą niższe niż w 2019 roku. To zła wiadomość dla tamtejszej gospodarki, która cały czas jest uzależniona od dochodów surowcowych.

Warto jednak podkreślić, że dotychczas rosyjski budżet przeżywał różne spadki notowań ropy. Pamiętam grafikę, na której prześmiewczo stwierdzono, że gdy ropa będzie poniżej 30 dolarów to  Putin opuści Kreml.  To takiej sytuacji nie doszło i raczej nie dojdzie. Zwłaszcza po ostatnich zmianach w rosyjskiej konstytucji.  Pojawia się jednak pytanie o to jak długo potrwa niepewność na rynku naftowym. Widmo nowej wojny cenowej będzie miało nie tylko przełożenie na dochody budżetowe ale również na wartość rosyjskiej waluty.  O ile sama fluktuacja cen surowca może nie być tak odczuwalna dla Rosjan, przynajmniej w wymiarze zewnętrznym, o tyle w połączeniu z sytuacją światowej gospodarki wywołanej epidemią koronawirusa może okazać się niezwykle bolesnym doświadczeniem. Mimo, że według stanu z 15 marca w Rosji wykryto 63 przypadków koronawirusa.

Koronawirus czy wojna o ceny ropy?

Zagrożenie dostrzega minister finansów Anton Siluanow, który w miniony weekend stwierdził, że to jednak epidemia wirusa będzie bardziej dotkliwa niż to co obecnie dzieje się na rynku ropy ponieważ będzie miało wpływ na wiele gałęzi gospodarki. Zapewnił, że rząd pracuje nad przygotowaniem rozwiązań, które mają ograniczyć negatywny wpływ pandemii. Na początku marca minister rozwoju gospodarczego Maksim Reszetnikow stwierdził, że sporządzona w połowie stycznia trzyletnia makroprognoza rozwoju gospodarczego Rosji w niewystarczający sposób uwzględniła wpływ koronawirusa na światową gospodarkę, który okazał się dużo większy niż wcześniej oczekiwano. Jak zaznaczył do 9 kwietnia resort przedstawi rządowi nową wersję prognozy społeczno-gospodarczej na lata 2020-2022, której jednym z głównych elementów będzie wpływ koronawirusa na globalną gospodarkę.

Emocje próbował łagodzić Bank Centralny twierdząc, że nie uważa kornawirusa za poważne wyzwanie dla rosyjskiej gospodarki ponieważ posiada odpowiednie instrumenty aby minimalizować ewentualne, negatywne skutki. Innego zdania był Władimir Putin, który podczas wystąpienia w Dumie na początku marca stwierdził, że koronawirus stanowi dla Rosji dodatkowe ryzyko. Chociaż po blisko dwóch tygodniach jego rzecznik Dmitrij Pieskow zapewniał, że Moskwa ma odpowiednie rezerwy, aby ,,zgasić” negatywny wpływ wirusa na rosyjską gospodarkę.  I to już po tym jak Międzynarodowa Organizacja Zdrowia ogłosiła światową pandemię koronawirusa.

Według szacunków Instytutu Energetyki i Finansów, na który na początku marca powoływała się agencja RBK, bezpośrednia strata dla rosyjskiej gospodarki spowodowanej koronawirusem wyniesie 0,1% PKB (ok. 1,7 mld dolarów). Biorąc pod uwagę efekty mnożnikowe i sytuację na rynku naftowym straty mogłyby wzrosnąć do 0,3% PKB. Wówczas eksperci zakładali dalsze cięcia wydobycia i przedłużenie porozumienia naftowego, co nie nastąpiło. Dodatkowo z tytułu spadku cen surowców energetycznych w pierwszym półroczu rosyjski budżet nie otrzyma 7 mld dolarów, czyli ok. 0,4% PKB. Jeżeli ceny ropy się odbiją, co zakładają projekcje rosyjskich analityków, to sytuacja na rynku naftowym będzie miała ograniczony wpływ na budżet. Utracone dochody z tytułu sprzedaży węglowodorów nie trafią do funduszy rezerwowych. Warto jednak podkreślić, że w sytuacji dalszego rozwoju pandemii te straty mogą być znacznie większe. Tym bardziej, że problemem może okazać się nie tylko niższa cena surowca ale coraz niższy popyt.

Według prognoz analityków Goldman Sachs tylko ze względu na pandemię koronawirusa globalne zapotrzebowanie na ropę w 2020 roku spadnie o rekordowe 1,1 mln baryłek dziennie. Ich zdaniem w drugim kwartale cena ropy Brent może spaść do 20 dolarów. Natomiast w trzecim i czwartym możliwe będzie ich odbicie do poziomu odpowiednio 30 i 40 dolarów za baryłkę. Zdaniem ekspertów banku ceny 60 dolarów będzie można się spodziewać dopiero w 2021 roku.

Z kolei analitycy Bloomberga mówią nawet o tym, że rosyjską gospodarkę czeka recesja. Taki wariant zakładają dwa z czterech opracowanych przez nich scenariuszy rozwoju sytuacji globalnej gospodarki. Nie zapominajmy również o tym, że Rosja nadal odczuwa skutki sankcji nałożonych na nią za nielegalną aneksję Krymu, co dodatkowo negatywnie wpływa na wyniki tamtejszej gospodarki

Rosyjska gospodarka to nie tylko ropa i gaz

Wbrew pozorom rosyjska gospodarka to nie tylko energetyka. Zdaniem ekspertów obecnie kluczowymi obszarami bezpośredniego, negatywnego wpływu koronawirusa na dynamikę rosyjskiego PKB to:

  • Spadek liczby turystów z Chin oraz przychodów rosyjskich spółek lotniczych,
  • ograniczenie produkcji surowców na eksport do Chin,
  • Redukcja produkcji przemysłowej.

Według wstępnych danych Rosstatu (rosyjskiego odpowiednika GUS) w 2019 roku Rosję odwiedziło 1,9 mln turystów z Chin, którzy zdaniem analityków RBK zostawili w Rosji 3 mld dolarów. Pandemia koronawirusa może uszczuplić tę kwotę o ponad jedną czwartą. Po pierwsze, niektórzy obywatele Państwa Środka napotkali na ograniczenia w podróżach w okresie noworocznym. Nawet przy optymistycznych scenariuszach powrót do poprzedniej liczby turystów odwiedzających Rosję będzie wymagała co najmniej kilku miesięcy. Nie zapominajmy również, że RŻD postanowiły również wstrzymać połączenia kolejowe z Ukrainą, Łotwą, Mołdawią, Niemcami, Francją, Mongolią oraz Czechami co także wpłynie na ruch turystyczny. Zdaniem Siergieja Szpilki, przewodniczącego Stowarzyszenia Branży Turystycznej, nigdy wcześniej sektor nie mierzył się z takimi wyzwaniami dlatego liczy na wsparcie ze strony państwa.

Ucierpi lotnictwo

Jedną z głównych ofiar pandemii może okazać się sektor lotniczy. Ze względu na koronawirusa straty rosyjskich linii lotniczych mogą wynieść nawet 70-100 mld rubli (0,936-1,34 mld dolarów). Łącznie światowi przewoźnicy mogą stracić nawet 110 mld dolarów. Rosyjscy przewoźnicy ograniczyli połączenia lotnicze do Chin, Izraela, Włoch, Hiszpanii, Francji, Niemiec i innych krajów dotkniętych koronawirusem.

Przychody największej linii lotniczej w Rosji – Arefłotu – z tytułu połączeń do Europy wyniosły 145,9 mld rubli (ok. 1,94 mld dolarów), czyli 26,2% przychodów przewoźnika z przewozów pasażerskich. W 2019 roku do 27 państw europejskich, w tym do Norwegii oraz Szwajcarii, z którymi Rosja ograniczyła połączenia lotnicze podróżowało 16,98 mln Rosjan, z czego 9,2 mln samolotami. To 35,4% wszystkich Rosjan, którzy w ubiegłym roku wyjechali za granicę (48 mln ludzi). Najwięcej Rosjan podróżowało do Finlandii – 4 mln osób oraz do Niemiec – 1,4 mln osób. Według wyliczeń rosyjskich ekspertów straty wynikające ze zmniejszenia liczby połączeń lotniczych z Europą może wynieść 60 mld rubli (ok. 0,8 mld dolarów). W przypadku zawieszenia połączeń z Chinami rosyjscy przewoźnicy mogli już stracić 10,5 mld rubli (ok. 140 mln dolarów).

Oficjalnie rosyjskie ministerstwo transportu nie podaje sumy potencjalnych strat branży lotniczej. Jedynie w połowie lutego ogłaszając decyzje o ograniczeniach lotów do Chin resort zaproponował przewoźnikom 1,6 mld rubli odszkodowania (ok. 21,4 mln dolarów). W tym kontekście warto zaznaczyć, że zgodnie z przedstawionym przez rosyjskim rząd planie wsparcia gospodarki, sektor przewozów ma być zwolniony z podatków.

Oficjalnie rosyjskie ministerstwo transportu nie podaje sumy potencjalnych strat branży lotniczej. Jedynie w połowie lutego ogłaszając decyzje o ograniczeniach lotów do Chin resort zaproponował przewoźnikom 1,6 mld rubli odszkodowania (ok. 21,4 mln dolarów). W tym kontekście warto zaznaczyć, że zgodnie z przedstawionym przez rosyjskim rząd planie wsparcia gospodarki, sektor przewozów ma być zwolniony z podatków.

Eksport do Chin

Równie istotny dla rosyjskiej gospodarki jest gałąź produkcji towarów, które potem trafiają na rynek chiński. Nie chodzi o węglowodory  lecz o węgiel, drewno i owoce morza, których produkcja na Syberii i na Dalekim Wschodzie w dużej mierze trafia na rynki Azji Południowo-Wschodniej (76% rosyjskiego eksportu owoców morza, 46% eksportu drewna i 45% eksportu węgla). Jak wynika z danych Rosyjskich Kolei (RŻD), tylko w pierwszych dziesięciu dniach lutego załadunek węgla spadł o 23,4% w stosunku rok do roku, drewna – o 13,7%. Mimo to rosyjski wiceminister energetyki Anatolij Janowskij, że mimo pandemii koronawirusa nie zanotowano spadku eksportu węgla energetycznego z Rosji. Nie wykluczył jednak, że sytuacja może ulec zmianie.

Wypowiedzi wiceministra przeczą również dane Centralnego Zarządu Kompleksu Paliwowo-Energetycznego (CDU TEK) wydobycie węgla w Rosji w okresie styczeń-luty 2020 roku spadło o 7,5% w porównaniu do analogicznego okresu w roku ubiegłym i wyniosło 66,54 mln ton. W tym samym czasie eksport węgla spadł o 14% do 25,22 mln ton. Mimo, że  w samym styczniu wzrósł o 13,4% do 12,53 mln ton. Sytuację ma poprawić zapowiadana przez RŻD obniżka taryf na przewozy węgla.

Przesunięcie środka ciężkości rosyjskiej polityki w kierunku wschodnim okazuje się być coraz większym obciążeniem. Wystarczy spojrzeć na dane dotyczące zagranicznej wymiany handlowej Rosji. W 2019 roku udział Chin wyniósł 16,6%, czyli niemal dwukrotnie więcej niż Niemcy, które zajmują pozycję wicelidera w tym zestawieniu. Nie jest tajemnicą, że to właśnie Państwo Środka zostało najbardziej dotknięte skutkami epidemii koronawirusa, co ze względu na silne powiązania handlowe musiało dotknąć również Rosję.

Rosyjski przemysł musi wprowadzać ograniczenia produkcji ze względu na brak odpowiednich komponentów z Chin. Będzie to szczególnie odczuwalne w sektorze motoryzacyjnym. Znajdująca się dotychczas w izolacji chińska prowincja Hubei uważana jest za główny ośrodek produkcji samochodów, silników i części zamiennych. KamAZ nie wykluczył, że ze względu na problem w dostawach części z Hubei po 20 kwietnia może skrócić tydzień pracy. Póki co z Chin płyną informacje o sukcesach w walce z koronawirusem ale w momencie pogorszenia sytuacji epidemiologicznej może ucierpieć również rosyjski przemysł motoryzacyjny.

Rozprzestrzenianie się koronawirusa zaczyna coraz bardziej wpływać na globalną gospodarkę. Nie należy mieć złudzeń, że kryzys nie ominie również Rosji. Nie wiadomo jak dużą będzie miał on skalę. Próbując odpowiedzieć na pytanie to co bardziej uderzy gospodarczo naszych wschodnich sąsiadów – koronawirus czy ceny ropy wydaje się, że oba te zjawiska są bolesne dla administracji Władimira Putina. Jednak w przypadku koronawirusa negatywne skutki długookresowe dla rosyjskiej mogą okazać się bardziej dotkliwe. Otwarta pozostaje kwestia tego w jaki sposób prezydent będzie starał się przykryć możliwy kryzys?

Facebook Comments
Please follow and like us:
error0
fb-share-icon0
fb-share-icon20